Daihatsu Mira e:S Turbo – czy to najtańszy i najciekawszy sleeper 2026 roku?

Większość współczesnych samochodów jest tak ciekawa, jak instrukcja obsługi tostera. Są przeładowane systemami, które piszczą, gdy tylko pomyślisz o przekroczeniu prędkości, i mają silniki o pojemności kartonu mleka, które brzmią, jakby ktoś wrzucił garść gwoździ do blendera. Współczesny marketing motoryzacyjny stara się nas przekonać, że potrzebujemy dwutonowych SUV-ów z ekranami wielkości telewizora w salonie, by podjechać po kawę. Ale dzisiaj, 19 lutego 2026 roku, stało się coś niezwykłego. Daihatsu – firma, która zwykle zajmuje się budowaniem lodówek na kołach dla japońskich emerytów – postanowiła wrzucić granat do swojej własnej piaskownicy. Model Daihatsu Mira e:S Turbo to absolutny fenomen na rynku.

Panie i Panowie, oto Daihatsu Mira e:S Turbo. Auto, które wygląda jak coś, co dostałbyś w zestawie Happy Meal, ale pod spodem ma duszę ulicznego chuligana, który właśnie uciekł z poprawczaka i ukradł komuś zestaw kluczy nasadowych. To nie jest kolejny „ekologiczny projekt” stworzony przez ludzi w białych kitlach, którzy nienawidzą zapachu benzyny. To owoc romansu inżynierów z D-Sport z czystym, nieskrępowanym szaleństwem. Wybierając samochody elektryczne, często szukamy nowoczesności, ale ten spalinowy maluch oferuje coś zgoła innego – czystą, mechaniczną radość.

Daihatsu Mira e:S Turbo: wilk w skórze… bardzo małego i bardzo taniego baranka

Wersja / Parametr Silnik Skrzynia biegów Cena (USD/PLN ok.)
Mira e:S B SA III 658 cc (wolnossący) CVT $7,703 / 31 000 zł
Mira e:S L SA III 658 cc (wolnossący) CVT $7,916 / 32 000 zł
Mira e:S G SA III 658 cc (wolnossący) CVT $9,821 / 40 000 zł
Mira e:S Turbo (D-Sport) 660 cc Turbo (KF-VET) 5-biegowy manual ok. 60 000 zł (import)

Spójrzcie na to. Nie ma tu krzykliwych spojlerów, które mogłyby służyć jako stół piknikowy dla całej rodziny. Nie ma szerokich nadkoli, które sprawiają, że auto nie mieści się na swoim pasie ruchu. Daihatsu Mira e:S Turbo stoi na 14-calowych, stalowych felgach. Tak, stalówkach. Wygląda jak samochód kogoś, kto poddał się w życiu i jedyny dreszczyk emocji zapewnia mu obserwowanie, jak rośnie mech na północnej ścianie bloku. Linia nadwozia jest tak aerodynamiczna jak cegła po przejściach, a przednie reflektory patrzą na świat z naiwnością szczeniaka, który właśnie obsikał dywan.

Ale to jest właśnie genialne. To jest prawdziwy „sleeper”. W historii motoryzacji mieliśmy takie legendy jak Lotus Carlton czy GMC Syclone – auta, które wyglądały zwyczajnie, a zostawiały w tyle supersamochody. Daihatsu Mira e:S Turbo kontynuuje tę tradycję, choć w skali mikro. Podczas gdy właściciele BMW z gigantycznymi grillami, przypominającymi nozdrza rozwścieczonego hipopotama, próbują udowodnić całemu światu swoją ważność, Ty siedzisz w czymś, co przypomina koszyk na zakupy z silnikiem. Tyle że ten silnik nie pochodzi z kosiarki, a Twoja mina, gdy wyprzedzasz ich na ciasnym rondzie, jest warta każdej wydanej złotówki. Nawet najlepsza ładowarka nie naładuje Twoich emocji tak, jak redukcja w tym aucie.

Projektanci Daihatsu zrezygnowali z jakichkolwiek ozdobników. Nawet klamki są plastikowe i sprawiają wrażenie, jakby miały odpaść, jeśli pociągniesz za nie zbyt mocno po treningu na siłowni. Ale to wszystko służy jednemu celowi: redukcji masy. W świecie, gdzie przeciętny kompakt waży tyle, co mała wieś, Daihatsu Mira e:S Turbo jest lekka jak piórko. To powrót do korzeni, do czasów, gdy Colin Chapman mówił: „Simplify, then add lightness”. Daihatsu wzięło to sobie do serca, choć prawdopodobnie głównie po to, by zaoszczędzić na kosztach stali.

Serce z Copena i skrzynia, która nie jest dziełem szatana

Pod maską nie znajdziecie leniwego, wolnossącego silniczka, który potrzebuje kalendarza lub pomocy ONZ, by zmierzyć przyspieszenie do setki. Inżynierowie z D-Sport Racing wzięli turbodoładowaną jednostkę 660 cm³ z modelu Copen, znaną fanom kei-carów jako KF-VET. Właśnie to sprawia, że Daihatsu Mira e:S Turbo generuje 64 konie mechaniczne. Wiem, co myślicie. „Mój odkurzacz ma więcej!”. „Mój blender do smoothie generuje większy moment obrotowy!”. Ale chwileczkę. Mira waży około 650 kilogramów. To oznacza, że jest lżejsza od przeciętnego Amerykanina po obfitym obiedzie w Teksasie. Stosunek mocy do masy, jaki posiada Daihatsu Mira e:S Turbo, jest kluczowy. To auto nie potrzebuje stadniny koni, bo nie musi walczyć z grawitacją tak bardzo, jak współczesne mastodonty.

Co ważniejsze, wyrzucono tę przeklętą skrzynię CVT, która sprawia, że jazda samochodem przypomina sterowanie łodzią podwodną za pomocą gumy do żucia. Skrzynie bezstopniowe są dobre dla skuterów dostawców pizzy, a nie dla maszyn, które mają dawać radość. Zamiast niej w Daihatsu Mira e:S Turbo mamy pięciobiegową skrzynię manualną. Prawdziwą, mechaniczną przekładnię z krótkimi przełożeniami, która pozwala Ci decydować o własnym losie. Każda zmiana biegu to mechaniczne kliknięcie, które czujesz w samym kręgosłupie. Jeśli sprawdzisz nasz katalog, zobaczysz, jak rzadkie są dziś takie konfiguracje.

Do tego dorzucono mechanizm różnicowy o ograniczonym poślizgu (LSD) na przedniej osi. LSD w samochodzie, który wygląda, jakby służył do wożenia pelargonii do kwiaciarni! To jak zamontowanie dopalacza w wózku inwalidzkim lub podanie sterydów chomikowi. Dzięki szperze, gdy Daihatsu Mira e:S Turbo wchodzi w zakręt z prędkością, która wydaje się nierozsądna, auto nie wyjeżdża przodem w stronę najbliższego żywopłotu. Ono wgryza się w asfalt i wystrzeliwuje Cię w stronę wyjścia, zostawiając za sobą jedynie zdumienie innych kierowców.

Klatka bezpieczeństwa i cztery osoby – japońska magia przestrzeni

Wchodzicie do środka i co widzicie? Halogenowe światła na zewnątrz sugerują ascezę i brak ambicji, ale wewnątrz Daihatsu Mira e:S Turbo czai się profesjonalna, sześciopunktowa klatka bezpieczeństwa wykonana ze stali chromowo-molibdenowej. Najlepsze jest to, że Daihatsu upchnęło ją tak umiejętnie, że wciąż możecie zabrać trzech znajomych, pod warunkiem, że nie są oni zawodnikami sumo. Wyobraźcie sobie ich miny, gdy próbują wsiąść na tylną kanapę modelu Daihatsu Mira e:S Turbo. „Czy to rura od rusztowania biegnąca obok mojej głowy?”. Tak, drogi pasażerze, ponieważ to auto stworzono na bazie doświadczeń z 10-godzinnych wyścigów na torze Fuji Speedway, a nie nudnej broszury o segregacji odpadów.

Deska rozdzielcza Daihatsu Mira e:S Turbo jest tak prosta, że mogłaby służyć jako rekwizyt w filmie o latach 90. Plastik jest twardy i prawdopodobnie pochodzi z recyklingu kubeczków po jogurcie, ale nikogo to nie obchodzi. Kierownica Momo leży w dłoniach idealnie, a fotele – choć skromne – trzymają Cię na miejscu, gdy siły odśrodkowe próbują wyrzucić Cię przez szybę. Nie ma tu nawigacji, bo i tak będziesz zbyt zajęty walką o życie, by sprawdzać trasę. Nie ma klimatyzacji dwustrefowej, bo w tak małym wnętrzu Daihatsu Mira e:S Turbo strefa jest tylko jedna: strefa przetrwania.

Z przodu mamy wentylowane tarcze hamulcowe z klockami o wysokim współczynniku tarcia, co jest urocze i jednocześnie przerażające, biorąc pod uwagę, że reszta świata montuje w takich autach hamulce z prasowanego ryżu i nadziei. Zawieszenie w Daihatsu Mira e:S Turbo to osobna historia. Zestaw od D-Sport jest twardy. Bardzo twardy. Przejechanie po monecie pozwoli Ci stwierdzić, czy leżała orłem, czy reszką do góry. To auto nie chce Cię po prostu dowieźć do pracy – ono chce, żebyś zaatakował każdy krawężnik, każde rondo i każdy zakręt z uśmiechem psychopaty.

Daihatsu Mira e:S Turbo i inżynieria w służbie absurdu

Warto przyjrzeć się szczegółom, które czynią Daihatsu Mira e:S Turbo wyjątkowym. Układ wydechowy został zmodyfikowany tak, by mały trzycylindrowy silnik brzmiał jak wściekły motocykl, a nie pralka podczas wirowania. Przy wysokich obrotach Daihatsu Mira e:S Turbo zaczyna gwizdać, co przypomina dźwięk oszalałego czajnika – w najbardziej pozytywnym znaczeniu. Intercooler został powiększony, by zapewnić stały dopływ chłodnego powietrza do turbosprężarki, co w tak ciasnej komorze silnika graniczyło z cudem architektonicznym.

Geometria zawieszenia została ustawiona agresywnie. Negatyw na przedniej osi Daihatsu Mira e:S Turbo jest widoczny gołym okiem. To sprawia, że auto reaguje na ruch kierownicy szybciej, niż Twój mózg zdąży przetworzyć informację o przeszkodzie. W świecie elektronicznie wspomaganych układów kierowniczych, które dają takie czucie drogi jak komputerowa gra przez wełniane rękawiczki, Daihatsu Mira e:S Turbo oferuje czyste, analogowe doznania. Czujesz każdy kamyczek. To jest ta rzadka więź między człowiekiem a maszyną, o której zapomnieli księgowi z wielkich korporacji. Nawet nowoczesne samochody elektryczne często tracą ten specyficzny feeling, który tu jest na pierwszym planie.

Ile kosztuje bilet do nieba dla purystów? Cena Daihatsu Mira e:S Turbo

Przejdźmy do konkretów, bo jest luty 2026 roku i ceny wszystkiego – od chleba po prąd – oszalały tak bardzo, że niektórzy rozważają handel organami. W Japonii bazowa Mira e:S kosztuje około miliona jenów. To kwota wręcz śmieszna, biorąc pod uwagę, że tyle kosztuje teraz porządny rower elektryczny, przy którym przydałaby się profesjonalna ładowarka. Ale import do Europy i modyfikacje D-Sport sprawiają, że cena Daihatsu Mira e:S Turbo rośnie.

Na polskim rynku, uwzględniając cła, akcyzy, podatki i fakt, że to produkt ekstremalnie niszowy, musimy przygotować się na wydatek rzędu 55 000 – 65 000 PLN za gotowe, fabrycznie nowe auto. Haczyk? Daihatsu Mira e:S Turbo wciąż posiada kierownicę po prawej stronie (RHD). Dla jednych to bariera nie do przejścia, dla innych – dodatkowy smaczek dodający autentyczności. Wyprzedzanie na trasie S7 może być wyzwaniem, ale umówmy się – tym autem nie będziesz jeździć po autostradach. To sprzęt do terroryzowania miast i bocznych dróg, gdzie RHD właściwie nie przeszkadza.

Czy 60 tysięcy za Daihatsu Mira e:S Turbo o mocy 64 koni to dużo? Jeśli Twoim jedynym celem jest przewiezienie lodówki z punktu A do punktu B – tak, to absurd. Jeśli jednak masz choć krztynę benzyny we krwi, zrozumiesz, że Daihatsu Mira e:S Turbo to coś unikalnego. Dostajesz fabrycznie nowy samochód wyścigowy z homologacją drogową w cenie używanego, nudnego Volkswagena Golfa z dieslem pod maską. Przeglądając nasz katalog, łatwo zauważyć, że za te pieniądze trudno o większy zastrzyk adrenaliny.

Werdykt: Kup Daihatsu Mira e:S Turbo, zanim zabronią nam się bawić

Daihatsu Mira e:S Turbo to ostateczny dowód na to, że w świecie opanowanym przez autonomiczne bańki o charakterze mokrej gąbki, wciąż tli się ogień prawdziwej motoryzacji. To auto jest bezsensowne dla kogoś, kto potrzebuje luksusu i masażu foteli w korku. Jest głośne, twarde jak wyrok sądu i wygląda śmiesznie przy współczesnych „crossoverach coupe”.

I właśnie dlatego Daihatsu Mira e:S Turbo jest genialne. W świecie śmiertelnej powagi i poprawności, Daihatsu puszcza oko do tych, którzy wiedzą, o co w tym chodzi. To mały, wściekły pies, który nie wie, że jest mały i bez wahania próbuje zagryźć pitbulla na światłach. Jeśli szukasz sposobu, by podróż po bułki stała się najbardziej ekscytującym momentem dnia, Daihatsu Mira e:S Turbo jest odpowiedzią.

Tylko pamiętaj: klatka bezpieczeństwa i sztywne zawieszenie oznaczają, że jeśli zabierzesz babcię do kościoła w Daihatsu Mira e:S Turbo, będzie ona musiała wykazać się zwinnością ninja, by zająć miejsce. Ale hej, przynajmniej będzie bezpieczna, gdy Ty postanowisz sprawdzić, jak Daihatsu Mira e:S Turbo trzyma się na mokrym. To nie samochód – to skondensowane lekarstwo na nudę. Wybierz mądrze i sprawdź inne samochody elektryczne w naszej ofercie, jeśli wolisz ciszę, ale dla fanów emocji Daihatsu Mira e:S Turbo pozostanie królem.

FAQ – najczęściej zadawane pytania o Daihatsu Mira e:S Turbo

Autor