Tesla Robotaxi: Autonomiczna rewolucja czy teksańska masakra obietnic?
Mamy 19 lutego 2026 roku. Jeśli wierzyliście, że w połowie tej dekady będziemy latać do pracy autonomicznymi kapsułami, popijając espresso i czytając gazetę, mam złą wiadomość: rzeczywistość bywa równie frustrująca, co próba kupna biletów na koncert odrodzonego Oasis.
Tesla Robotaxi właśnie ogłosiła wielkie zwycięstwo, uruchamiając w Austin „nienadzorowane” przejazdy. Brzmi to dumnie, niemal jak lądowanie na Księżycu, ale w praktyce przypomina polowanie na rzadki gatunek pokemona, który pojawia się raz na sto lat – i to tylko wtedy, gdy akurat nie patrzysz.
Samochody elektryczne zmieniają świat, ale droga do pełnej autonomii okazuje się wyjątkowo wyboista.
Pewien zdesperowany entuzjasta z Teksasu próbował dorwać tę mityczną bestię bez człowieka za kierownicą przez cztery dni. Wykonał 38 prób. Efekt? Za każdym razem podjeżdżała Tesla z tzw. „Safety Monitorem” – czyli żywym człowiekiem na pokładzie.
Elon Musk obiecał rewolucję, a dostaliśmy grę w „Gdzie jest Wally?”, w której Wally okazuje się duchem w elektrycznym Modelu Y. Problem polega na tym, że wizja Tesla Robotaxi opiera się na skrajnym, wręcz ślepym optymizmie.
Współczesne miasta to nie sterylne laboratoria, lecz chaotyczne areny walki o przetrwanie. Każdy nieprawidłowo zaparkowany rower czy plama oleju na asfalcie stanowi dla algorytmu zagadkę godną sfinksa.
Obietnice Tesla Robotaxi kontra brutalna fizyka
| Model / Operator | Technologia | Koszt przejazdu (km) | Liczba czujników | Cena pojazdu |
|---|---|---|---|---|
| Tesla Cybercab | Vision Only (AI) | ~1,99 USD | 8 kamer | < 30 000 USD |
| Waymo (Google) | Lidar + Radar + Mapy | ~5,72 USD | 29 kamer + 11 sensorów | ok. 150 000 USD |
| Cruise (GM) | Lidar + Radar | zmienna | ok. 40 czujników | ok. 180 000 USD |
| Rimac Verne | Lidar MobilEye | premium | zaawansowany zestaw | segment luksusowy |
To, co dzieje się obecnie w Teksasie, to klasyczna Tesla: genialny marketing zderzający się z brutalną fizyką i przepisami. Flota Tesla Robotaxi, która miała wysłać kierowców Ubera na emeryturę, wciąż potrzebuje elektronicznej niani.
Dlaczego? Choć Tesla uparcie twierdzi, że same kamery wystarczą do pełnej orientacji w przestrzeni, statystyki z pierwszych tygodni projektów są bezlitosne.
Konkurencyjne Waymo, naszpikowane drogimi lidarami, jeździ nudno i bezpiecznie. Tymczasem Tesla Robotaxi notuje drobne stłuczki i dezorientację na skrzyżowaniach znacznie częściej niż przeciętny kierowca.
Każdy taki pojazd to wciąż zaawansowany katalog technologii, który uczy się na błędach „w locie”. Tesla postawiła wszystko na jedną kartę: czystą wizję komputerową.
To podejście zakłada, że skoro ludzie prowadzą, używając tylko oczu, to samochód też powinien. Problem w tym, że ludzki mózg posiada miliony lat ewolucji w rozpoznawaniu kontekstu, czego sieci neuronowe wciąż nie potrafią skopiować.
Tesla Robotaxi widzi czerwone światło, ale może nie zrozumieć, że policjant stojący obok i machający ręką ma nad tym światłem pierwszeństwo. To jak zatrudnienie szofera, który ma sokoli wzrok, ale zupełnie nie rozumie społecznych niuansów ruchu.
System FSD (Full Self-Driving) w wersji nienadzorowanej sprawia, że auto zachowuje się jak nastolatek po kursie teoretycznym. Niby wie, o co chodzi, ale gdy zaczyna padać deszcz ze śniegiem, wpada w panikę.
Technicznie system przetwarza setki klatek na sekundę, ale wciąż wykłada się na tzw. „edge cases”. Rzadkie sytuacje, jak przebiegający przez jezdnię kangur czy przewrócony znak drogowy, potrafią całkowicie sparaliżować algorytm.
Cybercab i dwumiejscowa przyszłość autonomii
Jeśli jednak macie w sobie dość wiary, na horyzoncie majaczy Cybercab. Ten dwumiejscowy wynalazek z drzwiami typu „motyl” ma docelowo kosztować mniej niż 30 000 dolarów.
W polskim salonie, po doliczeniu cła, VAT-u i innych opłat, powinniśmy celować w okolicę 123 000 PLN. To cena wręcz dumpingowa, biorąc pod uwagę koszty produkcji tak zaawansowanej elektroniki.
Co dostaniemy w zamian? Pojazd bez kierownicy, pedałów i – co najbardziej urocze – bez tylnej szyby. Tesla uznała, że skoro robot prowadzi, pasażer nie musi wiedzieć, co dzieje się za nim.
Tesla Robotaxi nie jest dla kogoś, kto czuje więź z maszyną. To jeżdżąca lodówka z 21-calowym tabletem, która ma nas przetransportować z punktu A do B za grosze.
Technicznie Cybercab ma korzystać z ładowania indukcyjnego. Oznacza to, że tradycyjna ładowarka z kablem odejdzie do lamusa. Wjeżdżasz na płytę w garażu i prąd płynie sam.
Jednak efektywność takiego rozwiązania wciąż budzi wątpliwości inżynierów. Straty energii przy indukcji są znaczące. Bateria o pojemności około 40-50 kWh ma zapewnić teoretyczne 320 kilometrów zasięgu.
Kiedy Tesla Robotaxi dotrze nad Wisłę?
W Europie sytuacja wygląda jeszcze zabawniej niż w USA. Podczas gdy w Teksasie prawo pozwala na odważne eksperymenty, my wciąż czekamy na powolne młyny biurokracji w Brukseli i Warszawie.
Firma wpisała Polskę na listę krajów, gdzie aplikacja Tesla Robotaxi ma docelowo działać. Choć samochody elektryczne są u nas coraz popularniejsze, regulacje dotyczące AI pozostają niezwykle restrykcyjne.
Najpierw czeka nas etap „nadzorowany”, który de facto trwa od lat, ale ma zostać oficjalnie usankcjonowany. Od lutego 2026 r. system FSD ma być testowany u naszych sąsiadów, a Polska znajduje się w kolejce.
Problem polega na tym, że europejskie oznakowanie dróg to labirynt. O ile amerykańskie autostrady są szerokie i przewidywalne, o tyle stare miasto w Pradze czy wąskie gardła w Krakowie to dla robotaxi poziom „Expert”.
Oznacza to, że przez najbliższe lata i tak będziecie musieli trzymać ręce na kierownicy. Komputer będzie w tym czasie próbował zrozumieć fenomen parkowania „na centymetr” przez lokalnych mistrzów kierownicy.
Ponadto europejskie organy certyfikujące wymagają twardych dowodów na bezpieczeństwo. To znacząco opóźni premierę Cybercaba na Starym Kontynencie względem amerykańskiego rynku.
Werdykt: genialna zabawka czy realny transport?
Tesla Robotaxi to obecnie najbardziej fascynujący bałagan w świecie motoryzacji. Z jednej strony mamy wizję wizjonera, który wierzy, że nasze auta będą zarabiać na naszą emeryturę.
Z drugiej strony mamy rzeczywistość. Znalezienie auta bez nadzorcy graniczy z cudem, a każda aktualizacja oprogramowania to ryzyko, że pojazd zacznie zachowywać się nieprzewidywalnie.
Jeśli interesują Cię inne samochody elektryczne, oferta rynkowa jest obecnie znacznie szersza niż tylko mgliste obietnice autonomii.
Czy warto czekać na Cybercaba za 123 000 PLN? Jeśli jesteście technologicznymi entuzjastami i kochacie zapach aktualizacji oprogramowania o poranku – absolutnie tak.
To będzie najbardziej kontrowersyjny pojazd dekady. Jeśli jednak chcecie po prostu dojechać do celu bez zastanawiania się, czy algorytm nie pomylił barierki z wolnym pasem, na razie zostańcie przy tradycyjnym szoferze.
Maszyna może i szybciej liczy, ale człowiek przynajmniej wie, że gdy na drogę wbiega kot, nie jest to przeszkoda statyczna. Przyszłość jest blisko, ale wciąż wymaga czujnego oka.
To fascynujący czas dla branży, w którym każda nowa ładowarka i każda linijka kodu realnie przybliżają nas do celu.





