Tesla wyrzuca Autopilota za burtę, a świat… wciąż się kręci
Wyobraźcie sobie, że idziecie do luksusowej restauracji, zamawiacie steka za kilkaset złotych, a kelner z uśmiechem na ustach zabiera wam nóż. Twierdzi przy tym, że widelcem też dacie radę. A tak w ogóle, to bez noża rzadziej się skaleczycie, co czyni posiłek bezpieczniejszym.
Brzmi jak czyste szaleństwo? Witajcie w świecie Elona Muska AD 2026. Tesla Model 3 właśnie zdecydowała, że podstawowe funkcje Autopilota i Autosteer przestają być standardem wyposażenia. Internet zapłonął jaśniej niż bateria litowo-jonowa po bliskim spotkaniu z krawężnikiem.
Ale zanim zaczniecie rozdzierać szaty i wystawiać swoje „Trójki” na portalach ogłoszeniowych, usiądźcie wygodnie. Mam dla was wiadomość, która zaboli fanatyków technologii i wyznawców Doliny Krzemowej. Wasze auto bez tego „magicznego” asystenta wcale nie stało się mniej bezpieczne.
Stało się po prostu mniej… leniwe. Wy natomiast wreszcie będziecie musieli przypomnieć sobie, do czego służy ten okrągły przedmiot przed waszymi klatkami piersiowymi.
Statystyka kontra wasza Tesla Model 3 i marketingowy szum
| Model Samochodu | Moc Napędu | Bateria (Netto) | Zasięg WLTP | Cena Startowa |
|---|---|---|---|---|
| Tesla Model 3 (Highland) | 283 – 510 KM | 75 – 83 kWh | 534 – 750 km | 174 990 zł |
| BMW i4 eDrive40 | 340 KM | 81 kWh | 600 km | ok. 280 000 zł |
| Hyundai Ioniq 6 | 229 – 325 KM | 84 kWh | 614 km | 192 800 zł |
| BYD Seal Design | 313 KM | 82,5 kWh | 570 km | 207 000 zł |
Przez całe lata karmieni byliśmy marketingową papką. Autopilot miał być cyfrowym aniołem stróżem, nadludzkim bytem, który czuwa nad wami, gdy wy gorączkowo sprawdzacie na TikToku cenę kawy w Starbucksie. Albo czy wasze akcje kryptowalut jeszcze istnieją.
Prawda jest jednak brutalna niczym poniedziałkowy poranek po bardzo długim weekendzie. Kiedy spojrzymy na twarde dane ubezpieczeniowe i raporty z rynków, gdzie zagęszczenie Tesla Model 3 jest największe, cały ten czar pryska. Szybciej niż obietnice polityków przed wyborami.
Okazuje się, że systemy automatycznego utrzymywania pasa ruchu oraz adaptacyjny tempomat wcale nie redukują liczby wypadków w sposób, który wywołałby euforię u statystyków. Choć są efektowne, nie są zbawienne.
Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź kryje się w psychologii transportu, a nie w kodzie źródłowym. To zjawisko nazywane „kompensacją ryzyka”. Gdy auto „samo” jedzie, kierowca błyskawicznie zamienia się w pasażera z syndromem niedźwiedzia polarnego – po prostu zasypia na jawie.
Jego czas reakcji w sytuacji awaryjnej wydłuża się drastycznie. Mózg, zamiast analizować sytuację na drodze, analizuje właśnie nową płytę ulubionego rapera. Prawdziwymi bohaterami bezpieczeństwa w Tesla Model 3 nigdy nie były skomplikowane algorytmy sterujące kierownicą.
Były to te „nudne”, technokratyczne systemy, o których nikt nie pisze poematów: automatyczne hamowanie awaryjne (AEB), systemy unikania kolizji bocznych czy ostrzeganie o obiektach w martwym polu.
One zostają na pokładzie każdej Tesli, bo realnie ratują skórę, interweniując w milisekundach. Nie próbują udawać, że mają duszę szofera i potrafią perfekcyjnie negocjować zakręty na drodze ekspresowej S7.
Polska rynkowa rzeczywistość: tanio już było
Mamy luty 2026 roku i polski rynek motoryzacyjny wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze trzy lata temu. Tesla Model 3 wciąż jest najlepiej sprzedającym się „elektrykiem” nad Wisłą. Jej obecny cennik przypomina jednak menu w modnej knajpie w centrum Warszawy.
Jeśli chcecie wejść do tego sterylnego świata białych wnętrz i wielkich ekranów, musicie położyć na stole 174 990 PLN za bazową wersję RWD. Zasięg 534 km według normy WLTP brzmi nieźle na papierze, dopóki nie wyjedziecie na autostradę A2 podczas lutowej pluchy.
Wtedy te optymistyczne cyfry topnieją jak ambicje sportowców po pierwszym przegranym meczu. Realnie możecie liczyć na około 300–350 km przy żwawej jeździe.
Dla osób cierpiących na chroniczny lęk przed pustą baterią przygotowano Tesla Model 3 Long Range RWD za 204 990 PLN. Obiecuje ona rekordowe 750 km zasięgu.
To wersja dla długodystansowców, którzy potrafią przejechać z Gdańska do Krakowa na jednym ładowaniu i jednej kawie. Z kolei Model Y, najpopularniejszy crossover nad Wisłą, startuje od 184 990 PLN.
To wciąż ceny konkurencyjne, biorąc pod uwagę, że europejska i japońska konkurencja często żąda znacznie więcej za samochody elektryczne wykończone twardym plastikiem.
W Tesli płacicie za ekosystem, Superchargery i fakt, że auto nie przypomina w środku sterowni elektrowni jądrowej z lat 90.
Subskrypcja na przyszłość i koszty modelu Tesla Model 3
Usunięcie Autopilota ze standardu to genialny w swojej bezczelności skok na kasę, ubrany w szaty „optymalizacji wyboru klienta”. Tesla Model 3 wymaga teraz około 400 PLN miesięcznie za subskrypcję Full Self-Driving (FSD) lub rozszerzonego Autopilota.
To klasyczny model biznesowy ery cyfrowej. Kupujesz samochód, który fizycznie posiada wszystkie kamery, procesory i czujniki, ale żeby z nich korzystać, musisz płacić comiesięczny haracz.
Producent twierdzi beznamiętnie, że twarde dane nie kłamią – brak standardowego Autopilota w Tesla Model 3 nie pogorszył statystyk bezpieczeństwa. I, o dziwo, mają rację.
Prawdziwe bezpieczeństwo to nie drogi gadżet do puszczania kierownicy na autostradzie. To system, który zatrzyma auto przed naczepą ciężarówki, gdy wy zagapicie się na billboard.
Te krytyczne funkcje wciąż dostajecie w cenie, bo firma wie, że seria nagłówków o „śmiercionośnych autach” zniszczyłaby markę błyskawicznie. Reszta to po prostu luksus wygody, za który w 2026 roku trzeba dopłacić.
Inżynieryjny majstersztyk w cieniu kontrowersji
Pomijając politykę cenową, od strony inżynieryjnej Tesla Model 3 to wciąż potwór. Wersja Performance, wyceniona na 244 990 PLN, katapultuje się do setki w 3,1 sekundy.
Wiele aut egzotycznych za miliony złotych potrzebuje na to więcej czasu. To przyspieszenie, które prostuje kręgosłup i powoduje, że wasze narządy wewnętrzne na chwilę zmieniają lokalizację.
Wersja Long Range AWD za 224 990 PLN oferuje złoty środek – 629 km zasięgu i napęd na cztery koła, który zimą w polskich górach jest wart każdą złotówkę.
Sprawdzając nasz katalog, zauważycie, że marka mocno zainwestowała w pompy ciepła nowej generacji i optymalizację inwerterów.
Pod względem efektywności energetycznej konkurencja z Niemiec czy Korei wciąż goni Amerykanów. Możecie nie lubić szefa marki, ale Tesla Model 3 to obecnie najbardziej wydajny kalkulator na kołach.
Werdykt: maszyna do jazdy
Pojazd bez standardowego Autopilota to wciąż kapitalne auto. Może nawet lepsze, bo zmusza kierowcę do tego, do czego został powołany – do prowadzenia.
Czy będę tęsknił za Autopilotem w wersji bazowej Tesla Model 3? Jak za starym odkurzaczem, który niby pomagał sprzątać, ale i tak zawsze trzeba było po nim poprawiać w kątach.
Jeśli potrzebujecie czegoś, co za was myśli i zwalnia was z odpowiedzialności za własne życie, wybierzcie pociąg. Tam możecie spać bez trzymania rąk na czymkolwiek.
Jeśli jednak chcecie jeździć jedną z najbardziej dopracowanych maszyn na rynku, Tesla Model 3 wciąż jest właściwą odpowiedzią. Nawet jeśli właśnie bezpardonowo sięgnięto wam do kieszeni po dodatkowy abonament.
Jedno jest pewne: na polskich drogach w 2026 roku wciąż rządzi brutalna siła realnego zasięgu i szybkość ładowania, a nie bajki o pełnej autonomii. Każda odpowiednia domowa ładowarka dopełni tę technologiczną układankę.
Wybierając to auto dzisiaj, wybieracie inżynierię, a nie obietnice. I może tak jest po prostu uczciwiej, zwłaszcza gdy przeglądasz inne samochody elektryczne dostępne w salonach. Tesla Model 3 to dynamika, którą poczujecie w każdym zakręcie.





