Lucid Earth, czyli amerykański sen za pół ceny. Tesla ma powody do paniki
Jeśli myśleliście, że Lucid to tylko luksusowa zabawka dla szejków z Rijadu i przepłacanych programistów z Doliny Krzemowej, którzy nudzą się w swoich klimatyzowanych apartamentach, mam dla was nowinę.
I to taką, która uderzy w Elona Muska mocniej niż kolejna awaria serwerów na dawnym Twitterze. Model Lucid Earth właśnie opuścił fabrykę w formie pierwszych prototypów platformy „midsize”. To SUV, który ma realną szansę zrewolucjonizować rynek.
To nie jest kolejny pokaz slajdów dla inwestorów generowany przez AI – to realny, jeżdżący kawał metalu i krzemu. Dzięki niemu luksus przestanie wreszcie kojarzyć się wyłącznie z desperackim kredytem na sto lat. Jako nowoczesne samochody elektryczne, te pojazdy definiują nową erę mobilności.
Amerykańska technologia i potencjał Lucid Earth
| Model | Zasięg (WLTP) | Architektura | Moc (KM) | Cena (PLN) |
|---|---|---|---|---|
| Lucid Earth | 580 – 640 km | 800V | ok. 340 KM | ok. 220 000 zł |
| Tesla Model Y AWD | 600 km | 400V | 314 KM | ok. 225 000 zł |
| Audi Q4 e-tron | 412 km | 400V | 286 KM | od 213 000 zł |
| Kia EV6 (84 kWh) | 560 km | 800V | 229 KM | od 212 900 zł |
Do tej pory marka Lucid przypominała genialnego, ale potwornie rozrzutnego artystę, który maluje arcydzieła na złotych płótnach pędzlami z włosia jednorożca.
Budowali model Air – bezsprzecznie najbardziej zaawansowanego elektrycznego sedana na planecie, który bije Teslę zasięgiem, a Mercedesa jakością wykończenia. Przy okazji palili jednak gotówkę szybciej niż dragster na starcie w Santa Pod.
Model Lucid Earth ma to zmienić raz na zawsze. Nick Twork, szef komunikacji marki, ogłosił z ogromnym entuzjazmem, że nowa platforma jest „dramatycznie łatwiejsza w produkcji”. Jeśli spojrzymy na nasz katalog, zobaczymy, że optymalizacja kosztów to obecnie klucz do sukcesu.
Przekładając to z korporacyjnego na ludzki: Lucid wreszcie zrozumiał, że aby przetrwać, musi budować genialne auta bez konieczności zastawiania co tydzień nerek swoich inżynierów. Lucid Earth korzysta z tej samej inżynieryjnej magii, co flagowy Air czy potężny Gravity, ale w skali, która nie wymaga posiadania własnego szybu naftowego.
To strategiczny zwrot o 180 stopni – przejście od produkcji butikowej do walki o prymat na rynku masowych, średnich SUV-ów.
Osiągi, które zawstydzają ociężałą konkurencję
Pod podłogą – bo wciąż żyjemy w świecie baterii ważących tyle, co mała wioska – znajdzie się nowa jednostka napędowa o nazwie Atlas. To miniaturowe arcydzieło inżynierii sprawia, że Lucid Earth generuje około 340 KM w wersji podstawowej.
Może nie brzmi to jak start rakiety SpaceX, ale Lucid ma asa w rękawie, którego konkurencja panicznie się boi: nieprawdopodobną efektywność. Podczas gdy inni producenci montują w autach baterie wielkości kontenera morskiego, ten model oferuje zasięg rzędu 580–640 kilometrów (WLTP) przy użyciu znacznie mniejszego akumulatora.
To auto ma duszę sprintera, a nie ociężałego kulturysty. Dzięki natywnej architekturze 800V i pełnej integracji ze standardem NACS, każda profesjonalna ładowarka o dużej mocy obsłuży go błyskawicznie.
Ładowanie będzie trwało krócej niż wypicie przyzwoitego espresso na stacji. Obsesja na punkcie miniaturyzacji falowników, przekładni i silników sprawia, że Lucid Earth staje się największym koszmarem projektantów Tesli Model Y czy BMW iX3.
Lucid nie idzie na łatwiznę i nie dokłada po prostu więcej ogniw. Oni projektują systemy, które nie marnują cennej energii na niepotrzebne ogrzewanie atmosfery.
Wnętrze i komfort jazdy w Lucid Earth
Jeśli kiedykolwiek siedzieliście w Tesli, wiecie, że luksus polega tam na zastąpieniu przycisków wielkim tabletem, a spasowanie elementów bywa dyskusyjne. Lucid Earth obiecuje coś zgoła innego.
Kabinę przenika estetyka „kalifornijskiego modernizmu”. Spodziewamy się materiałów z recyklingu, które w dotyku nie przypominają przetopionych butelek, oraz ergonomii, która nie zmusza do szukania ustawień wycieraczek w trzecim podmenu ekranu. Wybierając nowoczesne samochody elektryczne, klienci szukają właśnie takiej jakości.
Lucid Earth ma być autem rodzinnym, w którym nie czujesz się jak kierowca autobusu. Przestronność wnętrza bije na głowę wszystko, co oferuje konkurencja w tym segmencie cenowym.
Mniejsze podzespoły napędowe pozwoliły przesunąć grodź silnika do przodu. Daje to pasażerom z tyłu tyle miejsca na nogi, ile zazwyczaj spotyka się w limuzynach rządowych. To fizyka w służbie komfortu, a nie marketingowy bełkot.
Cena w Polsce: Czy 220 tysięcy PLN to realny scenariusz?
Przejdźmy do konkretów, które mogą wywołać entuzjazm. Zapowiadana cena na poziomie 50 000 dolarów to w polskich realiach kwota oscylująca wokół 220 000 – 240 000 PLN za wersję bazową.
Warto sprawdzić nasz katalog, by porównać te kwoty z innymi modelami premium. W świecie, gdzie za dobrze wyposażone SUV-y konkurencji płaci się fortunę, Lucid Earth wchodzi do gry bez kompleksów.
To segment, w którym dotąd niepodzielnie rządziła Tesla. Nowy model ma jednak styl, który nie przypomina mydelniczki po kuracji sterydowej, oraz rodowód premium odczuwalny w każdym detalu. Jeśli ceny zostaną utrzymane, dealerzy niemieckich marek będą mieli twardy orzech do zgryzienia.
Nadchodzi rok 2027 – czas brutalnej elektrycznej rewolucji
Produkcja seryjna ma ruszyć w fabryce w Arizonie pod koniec 2026 roku. Oznacza to, że pierwsze egzemplarze Lucid Earth z europejską homologacją zobaczymy na drogach w 2027 roku.
Lucid planuje na tej samej platformie jeszcze dwa inne nadwozia, ale to SUV Earth będzie okrętem flagowym dla mas. Każda domowa ładowarka z łatwością uzupełni energię przez noc, przygotowując auto do setek kilometrów bezstresowej jazdy.
Strategia jest prosta: zaoferować technologię wartą miliony w cenie pozwalającej na normalne życie. Jeżeli producent dowiezie obiecaną jakość, europejska konkurencja może zacząć poważnie obawiać się o swoje udziały w rynku. Dzisiejsze samochody elektryczne potrzebują właśnie takiego impulsu.
Mój werdykt? Lucid Earth to pierwszy elektryk, który kupuje się dla inżynieryjnej doskonałości, a nie tylko z potrzeby ratowania planety. Chcę sprawdzić, czy ten amerykański sen nie pryśnie przy pierwszej próbie podjazdu pod krawężnik w Warszawie.
Choć coś mi mówi, że Musk już przygotowuje serię postów na X, by odwrócić uwagę od tego, co nieuchronnie nadchodzi wraz z debiutem Lucid Earth.





