Elon Musk wysyła legendy na emeryturę: Koniec Tesli Model S i Model X
Stało się. Człowiek, który wysłał wiśniowy kabriolet w kosmos i obiecał nam kolonizację Marsa, właśnie postanowił uśmiercić swoje pierworodne dzieci. Elon Musk, z właściwą sobie gracją seryjnego mordercy tradycji, ogłosił, że Tesla Model S i Model X przechodzą do historii.
W świecie Muska nostalgia brzmi jak wyrok śmierci wydany na maszynę do pisania w biurze programistów Google. Musk nie uznaje sentymentów; on żyje w przyszłości, która dla reszty śmiertelników jest jeszcze czystą abstrakcją.
Te samochody były jak pierwsze rakiety wielokrotnego użytku – pokazywały, że niemożliwe jest tylko kwestią oprogramowania i odpowiedniej dawki bezczelności. Tesla Model S zadebiutowała w 2012 roku, kiedy świat uważał samochody elektryczne za wózki golfowe dla ludzi myjących warzywa w ekologicznym płynie.
On to zmienił, oferując luksus, zasięg i przyspieszenie, które prostowało kręgosłupy. Teraz jednak te ikony muszą ustąpić miejsca nowej zabawce: robotowi Optimus. Tak, dobrze czytacie.
Linie produkcyjne w Fremont, które dotychczas wypluwały luksusowe krążowniki i SUV-y z drzwiami otwieranymi jak skrzydła chorego sępa, będą teraz produkować miliony humanoidalnych blaszaków.
Ostatni dzwonek na luksusową Teslę Model S
| Model Samochodu | Cena w Polsce (PLN) | Zasięg (WLTP) | Przyspieszenie 0-100 | Architektura |
|---|---|---|---|---|
| Tesla Model S Plaid | 496 000 zł | 634 – 649 km | 2,1 s | 400V |
| Porsche Taycan (2025) | 489 000 zł | 503 – 590 km | 2,2 – 4,8 s | 800V |
| Lucid Air | od ok. 450 000 zł | do 883 km | 2,0 – 3,2 s | 900V+ |
| Audi e-tron GT | 599 000 zł | 565 – 609 km | 3,3 – 4,1 s | 800V |
Jeśli wciąż marzycie o nowym pojeździe, jakim jest Tesla Model S lub X bezpośrednio z salonu, radzę biec do konfiguratora szybciej niż sąsiad do nowej promocji.
Tesla oficjalnie kończy dostawy w drugim kwartale 2026 roku. Oznacza to, że okno zakupowe zamyka się z hukiem domykanych drzwi w starym Mercedesie.
Potem zostaną tylko zapasy magazynowe i rynek wtórny, gdzie ceny certyfikowanych używek już teraz zaczynają się od około 124 300 zł za wymęczone egzemplarze z początków produkcji. Nasz katalog zawiera jednak znacznie szerszy przekrój ofert.
Zniknięcie tych modeli stworzy potężną lukę w segmencie premium. Przez lata Tesla Model S rywalizowała z Porsche Taycan czy Mercedesem EQS, często wychodząc z tych starć obronną ręką dzięki swojej prostocie i fenomenalnej sieci ładowarek.
W salonach wciąż można znaleźć ostatnie sztuki, które są szczytowym osiągnięciem inżynierii z Fremont. Tesla Model S Long Range AWD, oferująca zasięg do 744 km, kosztuje katalogowo od 513 390 zł. Z kolei Model X to wydatek rzędu 562 890 zł za wersję z sześcioma miejscami i hebanowym wykończeniem.
Płacicie tu za technologię, która choć wciąż imponująca, zaczyna przypominać bardzo dobrze utrzymanego iPoda Classic w świecie pełnym streamingowych nowinek.
Architektura baterii 18650 w starszych modelach ustąpiła miejsca nowocześniejszym ogniwom, ale fundament konstrukcyjny obu aut ma już ponad dekadę. W technologicznym kalendarzu to cała wieczność – to tak, jakbyście próbowali wygrać wyścig Formuły 1 bolidem z czasów, gdy paliwo tankowało się z kierzanki.
Osiągi i Tesla Model S Plaid
Nie dajcie się jednak zwieść metryce. Tesla Model S Plaid to nadal potwór, który katapultuje się do setki w 2,1 sekundy. To przyspieszenie tak brutalne, że wasze narządy wewnętrzne zmieniają miejsce zamieszkania szybciej niż plotka na wiejskim weselu.
Fizyka w tym aucie wydaje się być jedynie sugestią, a nie prawem. Z mocą 1020 KM generowaną przez trzy silniki elektryczne z rotorami owiniętymi włóknem węglowym, ten sedan wciąż potrafi zawstydzić większość włoskich egzotyków.
Przy 300 km/h Tesla Model S Plaid wciąż ma ochotę przeć do przodu, a jego prędkość maksymalna wynosi 322 km/h. Model X Plaid nie jest gorszy – 2,6 sekundy do setki w samochodzie, który może przewieźć całą rodzinę wraz z psem i lodówką turystyczną, to czysta fizyczna anomalia.
Do tego te drzwi Falcon Wing… Są absolutnie bezużyteczne w niskim garażu podziemnym, gdzie czujniki ultradźwiękowe wariują i blokują mechanizm, ale sprawiają, że pod przedszkolem czujecie się jak Tony Stark wysiadający z Iron Mana.
Niestety, ta technologia ma swoją cenę nie tylko w salonie, ale i w serwisie. Skomplikowanie zawiasów i siłowników w Modelu X to koszmar każdego mechanika, a spasowanie paneli w Tesli wciąż bywa tak precyzyjne, jak rzut beretem po trzech głębszych.
Robot zamiast kierownicy
Decyzja o zakończeniu produkcji flagowców to jasny sygnał: Musk nie chce już być producentem samochodów. On chce być stwórcą nowej cywilizacji, architektem świata, w którym człowiek jest tylko pasażerem.
Przejście na produkcję Optimusa, który ma „zwiększyć PKB USA”, to najbardziej muskowa rzecz, jaką można sobie wyobrazić. Pytanie tylko, czy świat jest gotowy na armię robotów budowanych przez firmę, która przez dziesięć lat nie potrafiła idealnie zamontować uszczelki w luksusowym SUV-ie.
Fabryka w Fremont zostanie całkowicie zrekonfigurowana. Linia produkcyjna, na której powstawała Tesla Model S i X, zostanie zastąpiona przez sterylną linię montażową AI.
To koniec „Giga Pressów” tłoczących potężne elementy podwozia dla sedanów, a początek precyzyjnego montażu serwomotorów i czujników wizyjnych dla Optimusa. Tesla stawia wszystko na jedną kartę – autonomię i robotykę.
Samochody stały się dla nich zbyt nudne i mają zbyt niskie marże w porównaniu do potencjalnych zysków z oprogramowania. Problem w tym, że Tesla Model S i X miały duszę – może trochę cyfrową i kapryśną, ale duszę pionierów.
Były demonstracją siły. Model 3 i Model Y, które zdominowały polskie ulice (ceny Modelu 3 zaczynają się od rozsądnych 167 600 zł), to przy nich po prostu AGD na kołach. Solidne i tanie w eksploatacji, ale równie emocjonujące, co nowa mikrofalówka z funkcją grillowania.
Zderzenie z brutalną rzeczywistością rynkową
Musimy też szczerze przyznać: Tesla Model S i X przestały się sprzedawać na poziomie, który uzasadniałby ich dalszą egzystencję w portfolio firmy nastawionej na masowy zysk.
W 2023 roku stanowiły one zaledwie ułamek całkowitej sprzedaży Tesli, ginąc w cieniu gigantycznego sukcesu Modelu Y. Każda nowa publiczna ładowarka obsługuje tysiące tańszych modeli.
Podczas gdy flagowce powoli odchodziły w cień, bogaci klienci, którzy kiedyś stali w kolejkach po Model S, dziś patrzą w stronę elektrycznego Range Rovera czy Lucida Air.
Dla entuzjastów technologii to smutna wiadomość. Tesla Model S wprowadziła ekrany wielkości telewizora do kokpitów i jako pierwsza oferowała aktualizacje OTA (Over-The-Air).
To właśnie te modele nauczyły nas, że kluczyk do samochodu to przeżytek, a telefon w kieszeni wystarczy, by obudzić bestię. Nowoczesne samochody elektryczne zawdzięczają temu modelowi niemal wszystko, co dziś uznajemy za standard w klasie premium.
Werdykt końcowy
Koniec modelu, jakim jest Tesla Model S, to koniec pewnej ery. Ery, w której Tesla musiała udowadniać, że auto elektryczne może być pożądane i absurdalnie szybkie.
Dzisiaj flagowce odchodzą na „honorową emeryturę”, by zrobić miejsce dla armii robotów. Jeśli macie wolne pół miliona złotych, kupcie egzemplarz Plaid, postawcie go w garażu pod kocem i nie sprzedawajcie go.
Za dziesięć lat, gdy Optimus będzie wam parzył kawę, Tesla Model S będzie przypominać o czasach, gdy to my, ludzie, mieliśmy jeszcze frajdę z trzymania wolantu.
To był symbol buntu przeciwko nudzie, który właśnie zostaje ugaszony przez chłodną kalkulację arkusza kalkulacyjnego Elona Muska.





